środa, 11 marca 2015

Rozdział 2

Kiedy się ocknęłam zauważyłam, że jestem w jakimś ciemnym pomieszczeniu.
Co jest?
Ale mnie boli głowa!
Gdzie ja jestem i czemu jestem związana?
Ktoś idzie.
Muszę udawać nieprzytomną.
-Sprawdź co z nią.- rozkazał jakiś mężczyzna, niestety nie mogę otworzyć oczu i spojrzeć na niego.
-Dalej nieprzytomna.- powiedział drugi mężczyzna chyba klękający obok mnie.
-Ale nic jej nie będzie?- spytała jakaś dziewczyna.
-Pezz spokojnie jest tylko nieprzytomna.
-Ciekawe czy jej ojciec już zauważył, że ukochana córeczka zniknęła.
-Jak myślicie ile da nam kasy?
-Jeżeli chcieliście dostać dużo kasy, to popełniliście błąd i porwaliście nie tą siostrę co trzeba- powiedziałam otwierając oczy.
-O śpiąca królewna się obudziła...
-Co miałaś namyśli mówiąc, że porwaliśmy złą siostrę- zapytał szatyn z niebieskimi oczami, masą tatuaży i kolczyków.
-Jeżeli chcecie dużo kasy, to trzeba było porwać Amy. Ona jest oczkiem w głowie ojca. Ja jestem tylko problemem.
-Oj Claudia, Claudia, zobaczysz ojczulek zapłaci.
-Nie jestem tego pewna.
-Nie denerwuj mnie!
-Bo co mi zrobisz?!-zamachnął się i uderzył mnie z pięści w twarz.
-Lou! Mogłeś jej coś zrobić!
-Perrie nie mieszaj się! Wychodzimy.
Po chwili zostałam sama.
Pięknie! Boli jak cholera! A Nela kazała na siebie uważać i co?
Jak zawsze miała rację, ale skąd mogłam wiedzieć, że jakiś niezrównoważony facet i jego znajomi postanowią mnie porwać.
Ał! Krew mi leci! Nie wytrzymam tego bólu! Niech mnie lepiej dobije!
O nie! Ktoś wraca!
-Spokojnie nie bój się! Nic ci nie zrobimy! Ja jestem Perrie, a to jest Danielle. Przepraszamy za Lou, ale jest bardzo nerwowy. Nic ci nie jest? Bardzo boli?
-Jak cholera.
-Spokojnie, oczyszczę twoją ranę i ją opatrzę- powiedziała hm... Danielle?
-Dzięki.
Po chwili było po wszystkim.
-Gotowe.
-Yhm.
-My niestety musimy cię już zostawić. Później ktoś przyjdzie sprawdzić co u ciebie, dobrze?
Nic nie odpowiedziałam, więc postanowiły wyjść. I znowu zostałam sama w tym pokoju, dobrze, że chociaż położyli mnie na łóżku. Ciekawe jak długo będę musiała tutaj zostać póki nie  postanowią mnie zabić, bo jestem pewna, że ojciec nie będzie im chciał zapłacić żadnych pieniędzy za mnie.
Mam nadzieję, że następnym razem ten szatyn mnie zabije. W sumie to się chyba nie boję śmierci, przecież potrafię się pociąć, więc chyba nie sprawi mi problemu pobicie na śmierć, albo kulka w głowę. Ehh koniec tego rozmyślania o śmierci. Muszę pomyśleć jak się stąd wydostać, pewnie nie
będzie to proste.
_______________________________________
Przepraszam, że tak krótki i dopiero teraz, ale miałam szlaban za tragiczne oceny.
Tragiczne to za mało powiedziane.         
Postaram się to wszystko nadrobić.
Kocham Was...

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 1

Jak zawsze wstałam bardzo wcześnie, żeby przygotować się do szkoły.
Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam i wyprostowałam włosy.
Wybrałam strój w który po chwili się przebrałam.

Wiem, że strój nie nadający się do szkoły, ale kocham denerwować ojca.

Kiedy byłam gotowa postanowiłam zejść na dół.
-Jak miło, że już jesteś, ale teraz możesz wrócić na górę zmienić strój.-powitał mnie mój ojciec
-Zapomnij
-W tej chwili wracasz do swojego pokoju i zmieniasz strój.
-Pff! Pa!
Ojciec jeszcze za mną krzyczał, ale nie słuchałam go i wyszłam z domu.
Wsiadłam do mojego samochodu:

Po 10 minutach jazdy byłam już pod domem Neli:
-Hej skarbie!- powiedziała wsiadając do samochodu
-Hej.
-Ojciec nie miał pretensji o strój.
-Kazał mi się przebrać...
-Ale ty zwiałaś, prawda?
-Jak ty mnie dobrze znasz.
-Wiem-zaśmiała się.
-Tak w ogóle to fajny sweter.
-Dzięki.
Moja przyjaciółka była ubrana w piękny niebieski sweter z podwiniętymi rękawami, żółte rurki i niebieskie conversy.

Po chwili dojechałyśmy pod dom Alice.
-Cześć-powiedziała zdenerwowana szatynka.
-Co jest?-zapytała Nela
-Ojciec mnie znowu wkurzył.
-Nie przejmuj się nim, nie ważne jak okropny by był nigdy nie będzie taki jak mój ojciec.
-Znowu czepiał się stroju?
-Taaa. Odnośnie stroju, fajny kapelusz.
-Dzięki.
Alice jest ubrana tak:

Po 15 minutach stałyśmy już przed drzwiami szkoły.
-Wiecie, że jest 5 minut po dzwonku prawda?-powiedziałam, sprawdzając godzinę na telefonie.

-Kurde! Mamy teraz sprawdzian z matmy.
-No to pięknie! Nie idę!
-Znowu wezwą twojego ojca.
-Mam to gdzieś.
-Claudia nie wygłupiaj się, musisz iść.
-Oj Nela, wyluzuj. Już idę.
Po chwili wpadłyśmy do klasy od matematyki.
-Przepraszamy za spóźnienie, ale były korki.
-Siadajcie!
Po 40 minutach zadzwonił dzwonek oznaczający przerwę.
-I jak wam poszło?
-Nie wierzę, że to mówię, ale ten sprawdzian był banalny.-powiedziałam.
-Nie wierzę! Ty umiałaś coś na tym sprawdzianie?
-WOW! Takie to dziwne?
-Tak!-zaśmiały się.
-Dobra chodźcie na chemię, zaraz dzwonek.
-Od kiedy to śpieszysz się na lekcję Chemii?
-Od dzisiaj? A tak serio to nie wiem czy pamiętacie, ale muszę napisać test zaliczeniowy.
-Współczuję.
-Dzięki, a teraz chodźcie.
Po chwili zadzwonił dzwonek.
Przez 45 minut męczyłam się, żeby jak najlepiej napisać poprawkę.
Czy już wam wspominałam, że nienawidzę chemii?
Ugh. Do czego to ma się nam w życiu przydać.
Po dzwonku musieliśmy iść na apel.
Tego też nienawidzę.
Dyrektor zawsze ma jakieś pretensje do mnie.
-Gdzie siadamy?
-Daleko od idiotów.
-Ale według ciebie wszyscy tutaj obecni to idioci.
-Ugh. Tam! Na końcu.
-Ok.
-SŁUCHAJCIE MNIE WSZYSCY!
-O pan dyrektor nie w humorku.
-Słyszałem to Cowell.
-Miał pan słyszeć.
-Przechodząc do rzeczy. Dzisiaj już nie będzie lekcji.
-Jej!
-Tak!
-Super!
-Wspaniale!
-Zakupy!
-Nie!
-Nie będzie W-Fu!
-Możemy już iść do domu?
-Nie tak prędko! Nie będzie lekcji pod warunkiem, że wszyscy zostaniecie na koncercie Leony Lewis.
-AAA O MÓJ BOŻE LEONA LEWIS!
-Nie mogę uwierzyć!
-Kocham Leonę!
-Niech zgadnę! Robota mojego ojca?
-Słuchajcie! Koncert zacznie się za 10 minut na sali gimnastycznej. Proszę, żebyście się tam udali.
Możecie odejść.
Wszyscy zaczęli się zbierać, no prawie wszyscy, ja, Nela i Alice wciąż siedziałyśmy na swoich miejscach.
-No to co? Zmywamy się?
-Ale Claudia...
-Nie możemy.
-Jak sobie chcecie, ja spadam.
-Claudia, zostań, błagam.
-Nie dzięki. Pa!
-Jak sobie chcesz! Chodź Nela, idziemy.
-No dobrze, ale uważaj na siebie.
-Jezu, chcę tylko jechać do domu, nic mi nie będzie.
-No dobra, my idziemy.
-Jasne, pa!
-Pa!
I odeszły. Super! Siedzę tutaj sama. Dobra, czas się zbierać.
Szczerze to bardzo bym chciała zobaczyć Leonę, ale robię wszystko, żeby zdenerwować dyrektora, bo jak on jest zdenerwowany, to mój ojciec też.
Po jakiś czasie byłam pod domem.
Jak się okazało nikogo w nim nie ma. Kto by się spodziewał? Przecież cała moja rodzina zawsze jest w domu. Mam nadzieję, że wyczuwasz sarkazm.
W końcu mogę się przebrać.

Czy już wspominałam, że kocham chodzić w dresach? Nie? Więc, kocham chodzić w getrach, dresach i za dużych swetrach, ale jak już wcześniej wspominałam, ubieram się tak, żeby wkurzyć ojca.
Dobra koniec! Czas zająć się czymś pożytecznym. Podeszłam do łóżka i wyciągnęłam to co dla mnie najważniejsze, pamiętnik.

Dostałam go od mojej babci, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, od tego czasu zawsze zapisuję tutaj wszystko co mnie dręczy.
Nikt oprócz mojej, zmarłej już babci, nie wie, że posiadam pamiętnik.
Usiadłam na moim łóżku i zaczęłam pisać co mi leży na duszy.
  
                                                    Drogi pamiętniczku!   26.05.2013r

"Dzisiejszy dzień był taki jak zawsze: Poranna kłótnia z ojcem o strój. Szkoła. Bunt. Powrót do domu. Wróciłam do domu wcześniej, bo jest koncert Leony Lewis, pewnie to sprawka mojego "kochanego" ojca. Jestem pewna, że dyrektor zauważy, że zwiałam i będę miała jutro przesrane. Ale przyzwyczaiłam się. Wiem, że jestem okropna, ale tylko tak mogę pokazać ojcu, że ma dwie córki, niestety on chyba myśli, że jest tylko Amy. Dlaczego rodzice zawsze widzą tylko młodsze dzieci? Po co sobie robią  więcej dzieciaków, skoro zajmują się tylko jednym. Czasami żałuję, że nie urodziłam się w jakiejś biednej, kochającej rodzinie, ale później uświadamiam sobie, że mam dwie przyjaciółki, które są ważniejsze niż wszystko inne. Ah, muszę już kończyć, bo już i tak chyba za bardzo się rozpisałam. Do jutra pamiętniczku. Cieszę się, że babcia mi cię dała."                                                                                       Claudia


Dobra koniec, bo się rozpłaczę, a nie na to już za późno.
Czas na prysznic.
Po długiej kąpieli przebrałam się w piżamę:

Miałam zamiar się położyć spać, tak wiem jestem dziwna, spać po południu, ale w nocy zawsze wychodzę. Najczęściej po prostu szlajam się po mieście do jakiejś 5 nad ranem, tylko po to, żeby zdenerwować ojca.
Zaraz, chwila! Co to za hałasy? To niemożliwe, żeby ktoś z rodziny wrócił bo jest za wcześnie.
Trochę się cykam, ale trzeba to sprawdzić.
Założyłam na siebie szlafrok:

I zeszłam na dół. Kiedy stałam już w salonie, usłyszałam za sobą kroki, niestety nie zdążyłam się odwrócić, ktoś przyłożył mi jakąś śmierdzącą szmatę do ust i odpłynęłam.

_____________________________________

I jak? Podoba wam się pierwszy rozdział? Mówiąc szczerze jestem z niego zadowolona ale kłamstwo, ale znając życie w następnym rozdziale wszystko zepsuję.
Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba czyta te bzdury.
Pozdrawiam Was kochani!
K.
       

sobota, 31 stycznia 2015

Prolog

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest kiedy wasz ojciec to Simon Cowell?
Ja niestety muszę to przechodzić każdego dnia.
Ale to w mojej historii chyba nie jest już najgorsze.
Więc...
Czy zastanawialiście się jak to jest zostać porwaną?
Nie?
Ja też się nad tym nie zastanawiałam i co?
Porwali mnie.
Zapewne się zastanawiasz dlaczego, tak?
Otóż odpowiedź jest prosta, dla pieniędzy z okupu.
Ale może o tym później.
Dowiecie się wszystkiego w swoim czasie.

piątek, 30 stycznia 2015

Witajcie!

Mam na imię Klaudia. Jak już każdy pewnie zauważył będę prowadziła tutaj Fanfion o One Direction.